Wielu z Was pytało mnie jakie są koszty utrzymania kota w Szwecji. Niestety ostatnio przekonaliśmy się ile kosztuje nagła pomoc weterynaryjna więc teraz mogę opowiedzieć jak to wszystko wygląda. Koty mają tak, że bardzo ukrywają, że coś je boli. To bardzo dumne zwierzęta. Czesiek nie dał ani trochę znać po sobie, że coś mu dolega. Akurat wyjeżdzaliśmy na kilka dni do Uśredniając, koszt życia w Sollentuna w 2023 jest 79% wyższy niż średni koszt życia w Polsce. Poniższa grafika przedstawia procentowo różnice w cenach w Sollentuna w 2023 w porównaniu do średnich cen w Polsce według rodzajów wydatków: Prowadzenie działalności gospodarczej w Szwecji a podatki. Niezależnie od rodzaju spółki podmioty gospodarcze funkcjonujące w Szwecji są obciążone szeregiem podatków pośrednich oraz bezpośrednich, nakładanych na szczeblu krajowym i lokalnym. Podatek dochodowy CIT wynosi 22%, a więc nieco więcej niż w Polsce. Koszty życia w Szwecji: Rufus Warszawa Wpisów: 6 Od: 2003-10-15: 2003-10-15 15:14. Podobnie jak kolega Piotr2 (i jak widzę po wpisach kilka osób jeszcze Szwecja należy do najdroższych krajów europejskich – wysokie są tu zarówno koszty życia codziennego, jak i pobytu o charakterze turystycznym. Jednostką monetarną jest szwedzka korona (SEK) dzieląca się na 100 ore; obecnie 1 SEK to równowartość ok. 0,50 PLN. Ceny paliw. Za litr benzyny 95 zapłacimy w Szwecji średnio 14,00-14,80 Oto koszty, na jakie musimy się nastawić na podstawie własnych doświadczeń i wywiadu z Polakami mieszkającymi w Szwajcarii: PALIWO: 70 – 300 chf na miesiąc. UBEZPIECZENIE: 530 – 2000 chf na rok. WINIETA: 40 chf / rok. PODATEK DROGOWY (zależy od kantonu i rozmiaru silnika): ok. 200 – 500 chf / rok. Koszty – pułapki: PARKOWANIE Produkty żywnościowe i inne podstawowe produkty kosztują drożej niż u nas o 39%. W restauracjach będzie drożej o 23%. A koszty życia są wyższe w Słowenii około 6.8%. Gdy chcemy wykorzystać wolny czas na rozrywkę lub sport to musimy nastawić się na wydatki większe o 34%. Zobacz także, jak zmieniły się ceny w poprzednich O życiu w Sztokholmie opowiada Monika Henriksson*, mieszkanka gminy okrzykniętej najlepszą w całej Szwecji. Emigracja - Szwecja - koszty życia, praca [Tam mieszkam] - Bankier.pl Płaca i wysoki poziom życia ludności, osiągnięty dzięki zręcznej polityce neutralności, industrializacji oraz stabilności politycznej, z dominującą pozycją socjaldemokra-cji. Zgodnie z danymi Eurostatu PKB na jednego mieszkańca w Szwecji wynosi 123% średniej unijnej przy zastosowaniu waluty umownej zwanej standardem siły nabywczej (SSN). Uśredniając, koszt życia w Arvika w 2023 jest 92% wyższy niż średni koszt życia w Polsce. Poniższa grafika przedstawia procentowo różnice w cenach w Arvika w 2023 w porównaniu do średnich cen w Polsce według rodzajów wydatków: 09ktvN. Malwina Wrotniak2018-06-07 06:00redaktor naczelna 06:00Zainteresowany rozpoczęciem nowego życia w Szwecji? Przeprowadź się do Skellefteå – zachęcają władze małego miasteczka na północy kraju. Od zeszłego roku mieszkają tu Agnieszka i Konrad. Kiedy zewsząd słychać, że „dawna, dobra Szwecja się kończy”, oni mówią, że chcą tutaj zostać na zawsze. Skellefteå to małe, 30-tysięczne miasteczko położone 750 km na północ od Sztokholmu. Przeciętnemu czytelnikowi raczej nie kojarzy się z niczym. Do niedawna im też nie. Agnieszka i Konrad Boeske*, bohaterowie kolejnego odcinka z serii "Tam mieszkam", przeprowadzili się tutaj w zeszłym roku z Poznania. Formalnie - bo on zaczynał tu studia. Nieformalnie – bo szukał studiów tam, gdzie mogliby zacząć od nowa. – Ciężko uwierzyć, że nie zdarzyło się nic więcej? Żadnych długów, problemów ze znalezieniem pracy, czegokolwiek, przed czym trzeba by było tak naprawdę uciekać? – pyta zaczepnie Agnieszka, kiedy po naszej rozmowie sugeruję, że dla wielu czytelników powody emigracji mogą być niezrozumiałe. – Smutne, ale wygląda na to, że weszliśmy w epokę, w której polska emigracja młodego pokolenia coraz częściej będzie właśnie światopoglądowa, a nie zarobkowa – odpowiada sobie. fot. / / Archiwum prywatne Malwina Wrotniak: Kto to wymyślił? Agnieszka Boeske: Cztery lata temu, podczas naszej rocznicy ślubu, powiedziałam Konradowi „Wybierz sobie państwo, wyjeżdżamy stąd”. I wyjechaliśmy. Wyjechaliśmy czy uciekliśmy? Agnieszka: Przeprowadziliśmy się ze względów światopoglądowych. Byliśmy zmęczeni tym, co codziennie słyszeliśmy w mediach. Wartości, o które w Polsce ostatnio tak bardzo się walczy, to nie są nasze wartości. Mam na myśli na przykład religię czy to kurczowe trzymanie się definicji rodziny. Zdecydowaliśmy się znaleźć miejsce, gdzie po prostu będzie nam się żyło lepiej. Gdzie nie będziemy musieli tłumaczyć się nikomu z tego, jak żyjemy i dlaczego dokonujemy innych wyborów niż te tradycyjnie przyjęte. Zwyczajnie nie chcieliśmy spędzić całego życia w miejscu, w którym towarzyszy nam tyle frustracji. "Zawróceni" - historie Polaków, którzy wrócili z emigracjiW czasie kiedy jedni wyjeżdżają, inni właśnie decydują się na powrót z emigracji do Polski. Na łamach opowiadamy historie jednych i drugich. Jeśli jesteś ciekaw powodów, dla których niektórzy są skłonni wrócić nad Wisłę - przeczytaj artykuły z serii "Zawróceni z emigracji". Konrad Boeske: Podam przykład. Mieszkaliśmy w Poznaniu, gdzie pracowałem przy naprawie pianin i fortepianów. Moim szefem był starszy pan, którego naprawdę bardzo lubiłem, zresztą - lubię do dziś. Ale w miarę nasilania się w Polsce nastrojów polityczno-religijnych, czuł się coraz bardziej uprawomocniony do tego, żeby prawić mi kazania. Wyobraź sobie osiem godzin wysłuchiwania o tym, jak powinni żyć młodzi ludzie albo że nie powinni wyjeżdżać z kraju. To oczywiście nie wypędziło mnie z kraju, ale skutecznie uświadomiło, jak bardzo inna jest orientacja światopoglądowa ludzi z jego pokolenia. Na te same zjawiska patrzymy zupełnie inaczej. Nie wiem - może potrzeba czasu, żebyśmy się zrozumieli, a może po prostu my potrzebowaliśmy od tego wszystkiego odetchnąć. W Polsce ciągle towarzyszył nam brak nadziei: wstajesz rano, masz siłę, pasję i pomysły, a mimo to nic ci się nie chce, czujesz, że nie możesz się realizować tak, jak byś chciała. Po prostu nie ma do tego warunków. Nie umiem opisać dokładnie tego uczucia, ale tutaj, w Szwecji, nie ma z tym problemu. Jak się wybiera miejsce na nowe życie, kiedy do dyspozycji jest dwieście krajów? Agnieszka: Najważniejszym i jedynym kryterium było to, gdzie i czy w ogóle są studia odpowiednie dla Konrada. Najbardziej upodobał sobie ofertę tutaj, w Skellefteå, i tutaj się dostał. Z tego względu było nam po prostu łatwiej podjąć decyzję. Myślę, że gdybyśmy oboje byli już po studiach i dopiero wtedy zdecydowali się na wyjazd, wybór kraju, który zadowoliłby nas oboje, mógłby być na tyle trudny, że pewnie w ogóle byśmy nie wyjechali. Konrad: Wydawało nam się, że studia za granicą będą najłatwiejszą opcją wyjazdu z kraju. Już trzy lata wcześniej robiliśmy pewne przymiarki do tego tematu, spotykając się z profesorami we Włoszech. Później okazało się, że technologia drewna jest tam akurat zamykana, wybór więc padł na inne uniwersytety. Ostatecznie obstawiłem Szwajcarię i Szwecję. Łatwo poznaniakowi dostać się na drzewnictwo w szwedzkiej Laponii? Konrad: Kiedy na początku uzmysłowiłem sobie, co muszę zrobić, żeby się tu dostać, pomyślałem, że nie dam rady. Trzeba było nauczyć się angielskiego, który był u mnie bardzo słaby i, jak wynikało z porównania programów, doszkolić się z matematyki na bardziej zaawansowanym poziomie. Nie mając żadnej pewności, czy się dostanę, na wszelki wypadek zrekrutowałem się też na „magisterkę” w Polsce. Dodatkowo więc przez dwa miesiące chodziłem na zajęcia, zdawałem kolokwia. W praktyce pogodzenie tego wszystkiego okazało się prostsze, niż na początku się wydawało. Najważniejsze to jak najwcześniej wiedzieć, z czym się „walczy”. Dokładnie rozpoznać warunki aplikowania, znać wszystkie wymagania i wiedzieć, jak im sprostać. Nie pozwalać sobie na niedopowiedzenia, bo może się to skończyć niemiłymi zaskoczeniami. Agnieszka: Planowanie emigracji w ten sposób może niektórych zniechęcać, bo większość chciałaby zagwarantować sobie ciągłość studiowania. Tymczasem bywa, że po licencjacie trzeba pozwolić sobie na pół roku, czasami rok przerwy, żeby odpowiednio się przygotować i dopiąć wszystkie formalności. To niestety oznacza czekanie - i to bez pewności, jaki będzie finał. Konrad: My nie wiedzieliśmy nie tylko czy, ale też gdzie się dostanę. Planujesz więc przyszłość swojej rodziny w Szwajcarii, a chwilę później próbujesz przenieść te same założenia do północnej Szwecji. Nie jesteś w stanie zrobić sobie projekcji życia, bo cały czas czekasz na decyzję. Wobec czego nawet kiedy masz decyzję, nadal nie jesteś gotów na przenosiny? Konrad: O tym, że dostałem się na studia w Szwecji, dowiedzieliśmy się w kwietniu rok temu. Pamiętam nasze zaskoczenie, że to naprawdę się udało. Stało się już pewne, że wyjeżdżamy, ale nadal nie było wiadomo kiedy. Ciągle stresowaliśmy się, czy zdążymy załatwić wszystkie formalności, czy zrobimy to na spokojnie, czy „ na wariata”, bo w międzyczasie zachorowałem. Agnieszka: Kiedy masz wielkie plany, często nagle zdarza się coś nieoczekiwanego. Tuż przed naszym wyjazdem Konrad trafił do szpitala na dłuższy czas z zapaleniem opon mózgowych. Jednocześnie więc walczyliśmy o to, żeby go wyleczyć i szukaliśmy sobie mieszkania w Szwecji. Konrad: Całej sprawy nie ułatwiał fakt, że przecież mieliśmy trafić do małej miejscowości na północy kraju. Pewnie znacznie łatwiej byłoby przygotować się na emigrację do Sztokholmu. Łatwiej jest chyba wtedy, kiedy czujesz pewien rodzaj ulgi. Agnieszka: Mimo że chcieliśmy wyemigrować, nie byłam szczególnie optymistycznie nastawiona do przenosin na Północ. Początkowo przerażał mnie ten chwilowy brak stabilizacji i nowe otoczenie, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać. O wiele chętniej wyjechałbym na przykład do Wielkiej Brytanii albo do Kanady, gdzie mogę swobodnie posługiwać się językiem miejscowych i od początku będę zrozumiana. I chociaż wiedziałam, że tutaj też dogadam się angielsku, to z tyłu głowy pozostawała świadomość, że kiedyś trzeba będzie nauczyć się lokalnego języka. fot. / / Archiwum prywatne Konrad: Bałem się, że Aga będzie tu trochę znudzona. Trudno mi było wyobrazić sobie ją jako kogoś, kto cieszy się z emigracji do zimnego kraju. Jest raczej typem dziewczyny z miasta, która woli w sukience pospacerować po plaży, niż przy minus dwudziestu stopniach zasuwać w grubej kurtce i śniegowcach. A teraz, dziwna sprawa, to ona namawia mnie do zostania tutaj na stałe. Po niespełna roku. To znaczy, że uniknęliście nieuniknionych, wydaje się, trudnych początków? Agnieszka: Wcale nie. Kiedy kilka lat temu zdecydowaliśmy, że w przyszłości wyemigrujemy, chcieliśmy podjąć jakieś konkretne kroki, które przybliżą nas do tego celu. Najbardziej oczywistym było oszczędzanie. Odkładaliśmy pieniądze przez trzy lata, część rzeczy sprzedaliśmy, ale to i tak nie wystarczyło, żeby przy wyjeździe do Szwecji zadeklarować wymaganą sumę, potężną jak na polskie warunki, która miała odpowiadać kwocie potrzebnej do utrzymania siebie i członka rodziny przez rok (potrzebny był wyciąg z banku potwierdzający posiadanie kwoty 60 tys. zł na koncie). Doznaliśmy też szoku cenowego, kiedy pojechaliśmy na pierwsze zakupy, zaparkowaliśmy pod Lidlem i dostaliśmy 400 koron (ok. 200 zł) mandatu, nie wiedząc, że trzeba było pobrać jakiś bilet. Pomyśleliśmy wtedy, że przecież co chwilę będziemy popełniać jakiś błąd, bo jako przyjezdni nie wiemy wszystkiego, aż w końcu po miesiącu zbankrutujemy i trzeba będzie wrócić do Polski. Ale człowiek szybko przyzwyczaja się do nowych warunków – po miesiącu ceny, które jak na poznańskie warunki wydają się horrendalne, stały się dla nas normalne. Pamiętajmy jednak, że pensje też stoją tu na zupełnie innym poziomie, co równoważy obie strony domowego bilansu. Konrad: Wydaje mi się, że przygotowaliśmy się do tej emigracji tak dobrze, jak było można. Przed wyjazdem szukaliśmy wielu konkretnych informacji na szwedzkich rządowych stronach internetowych. Szacując przyszłe wydatki, staraliśmy się omijać fora, bo tam ile osób, tyle opinii. Chcieliśmy jak najwięcej rzeczy przywieźć z Polski, żeby nie szukać ich na miejscu, bo kupowanie bez wiedzy, jak zrobić to taniej, może być naprawdę bolesne dla portfela. Zapakowaliśmy więc produkty o długim terminie przydatności w opony, które przez dwa tysiące kilometrów wieźliśmy tu razem z pościelą, no i psem. Nie było to łatwe. Agnieszka: …ale mamy takie podejście, że jeśli się czegoś chce, to można to zrobić. Konrad: Każdy kraj ma swoją specyfikę i inne wymagania wobec imigrantów. W Szwecji była potrzebna duża kwota, ale z kolei gdybyśmy przenosili się na inny kontynent, problematyczne pewnie byłyby formalności obowiązujące Europejczyków. Grunt to odpowiednio wcześnie pozyskać potrzebne informacje i mieć choćby rok na spokojne przygotowanie się. Agnieszka: Bardzo podziwiam ludzi, którzy rzucają wszystko i nagle wyjeżdżają do innego kraju. Trzeba mieć silną psychikę i dużo determinacji, żeby na początku nie zjadły cię nerwy z powodu tego, że nie masz załatwionego mieszkania czy pracy. Oczywiście da się i tak. My jednak staraliśmy się zrobić tyle, ile można, żeby ułatwić sobie początek. Obok wpadek jak pod Lidlem były też dobre zaskoczenia? Konrad: Studia. Wiedziałem, że Szwedzi to kreatywne społeczeństwo, ale nie sądziłem, że aż tak mocno przełoży się to na moje kształcenie. Że przemysł drzewny jest tutaj dobrze rozwinięty, nie jest żadnym zaskoczeniem, wszyscy znamy Ikeę. Pozytywnym zaskoczeniem było raczej to, że jest tu tak dużo miejsca na moje pomysły. Zacznijmy od tego, że na zajęcia nie chodzisz codziennie – masz jeden lub dwa przedmioty, raz lub dwa w tygodniu spotykasz się ze swoim prowadzącym. Na roku jest nas tylko czterech, więc atmosfera jest bardzo rodzinna. Poza tym przez cały czas pracujesz sam – czytasz artykuły naukowe, prowadzisz badania - przypominasz researchera, którego celem jest zaprezentowanie swoich sposobów rozwiązania danego problemu. Podam przykład: w ramach projektu studenckiego na Udoskonalaniu produkcji w drzewnictwie jeździmy do konkretnego przedsiębiorstwa udoskonalać jedną, wskazaną komórkę organizacyjną. Na końcu musisz napisać raport ze swoich badań i wręczyć go firmie. fot. / / Archiwum prywatne To naprawdę bardzo motywujące, gdy wiesz, że ktoś faktycznie rzuci na to okiem, a może nawet wdroży w życie twój pomysł. Nie piszesz do szuflady, dla profesorów, ale czujesz, że jesteś potrzebny i masz realny wpływ na otaczający cię świat. Szwedzi mają pieniądze na technologię i rozwój – a to jest bardzo ważne, kiedy jesteś młoda i masz dużo pomysłów. Wtedy potrzebujesz, żeby ktoś dał ci pole do doświadczeń, licząc się z tym, że będziesz popełniać błędy. Studia dały mi nadzieję na dobre przygotowanie się do pracy. Czuję spokój związany z tym, że po szkole znajdę zajęcie, które pozwoli mi spokojnie utrzymać rodzinę. Jeszcze tylko ten szwedzki. Konrad: Kluczowe to próbować porozumiewać się w tym języku, nawet jeśli znasz go tak słabo, jak ja. Szukałem tutaj pracy na wakacje i początkowo wysyłałem CV po angielsku. Żadnego odzewu. Odpowiadali mi (zresztą po szwedzku), że dziękują za aplikację, ale tym razem zdecydowali się przyjąć kogoś innego. Czas płynął, w końcu więc przetłumaczyłem życiorys i w któryś piątek rozesłałem go w e-mailach napisanych po szwedzku, ale zaznaczam - na bardzo podstawowym poziomie. Pierwsza propozycja pracy przyszła zaraz po weekendzie. Agnieszka: Najważniejsze to się przełamać. Staram się mówić po szwedzku jak najczęściej, chociaż wiem, że popełniam błędy. Szwedzi doceniają te próby i mocno zależy im, żeby imigranci uczyli się języka. Ja zaraz po przyjeździe zapisałam się na kurs w ramach państwowego programu. Do takiej szkoły chodzisz codziennie, na pięć godzin. Jest na bardzo wysokim poziomie, a wiem, jak może wyglądać nauka języków, bo wcześniej w Polsce studiowałam filologię. Jeśli tylko chcesz, nauczą cię tam szwedzkiego. Ja po kilku miesiącach opanowałam go w stopniu komunikatywnym na tyle, żeby podjąć pracę w restauracji. Zaczęłam przeglądać oferty, kiedy nasze oszczędności zaczęły się kończyć. Przyszło dużo propozycji. Tutaj, na Północy, nawet z tylko podstawową znajomością szwedzkiego, nie ma problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Warunki też są po prostu fair – nie ma „śmieciowych” umów, a za pracę po godzinach czy w weekendy dostaję dodatkowe pieniądze. Trzeba być jednak gotowym, że pracodawca nie będzie prowadził cię za rękę. Ważna jest twoja inicjatywa i samoorganizacja. Władze Skellefteå nie silą się na skromność: zachwalają miasteczko jako doskonałe dla obcokrajowców, którzy chcą rozpocząć nowe, lepsze życie w Szwecji. Widzę więc całą masę zdjęć malowniczych okolic, ale też obietnicę, że to tutaj koncentruje się sektor kreatywny i biznesowe innowacje z całej Północy. Agnieszka: Kiedy było już pewne, że przeprowadzamy się do Skellefteå, okazało się, że wszyscy wskazują to miasto jako ośrodek skupiający firmy głównie z dwóch branż: drzewnej i start-upowej (co było dla nas idealnym połączeniem, bo wcześniej w Poznaniu pracowałam przy rozwijaniu start-upu). fot. / / To małe miasto, ale bardzo prężnie działające. Uruchomiło wiele programów wspierających rozwój nowych przedsiębiorstw i inkubatory, które obejmują firmy z całej Północy, także z terenów Norwegii i Finlandii. Zaobserwowaliśmy, że tutaj na Północy każde miasteczko stara się specjalizować w czymś innym: Luleå poszło w przemysł, Kiruna w astronautykę, Umeå w medycynę. Starają się inwestować głównie w to, bo wiedzą, że to stanowi o ich przewadze. Do tego, o czym opowiadał Konrad, czuć, że przemysł i nauka mocno ze sobą współpracują. Zaskoczeniem było też tutejsze podejście, w ramach którego zawody powszechnie uznawane za męskie już na uniwersytecie reklamowane są jako właściwe także dla kobiet. I faktycznie widać, że kobiety wykonują taką pracę – prowadzą TIR-y czy pracują w policji, w wyłącznie damskich patrolach. Nie ma tu też wyraźnych dysproporcji pomiędzy różnymi grupami zawodowymi – lekarz nie jest postrzegany jako ktoś znacznie ważniejszy niż pielęgniarka, sprzedawca czy ktoś wykonujący pracę, do której nie potrzeba studiów. Tych różnic nie widać też w płacach – owszem, są, ale nie tak znaczące, jak można by się spodziewać. I można by uwierzyć, że to taka prawie idylla, gdyby nie coraz częstsze doniesienia, że kraj nie jest już tą samą gwarancją dobrobytu, co kiedyś. Że na wierzch wychodzą problemy - a najgłośniejszemu na imię „uchodźcy”. Konrad: Pewnie cię rozczarujemy, ale sami nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że może być nam tutaj tak dobrze, że życie może tak wyglądać. Agnieszka: Uchodźcy, o których mówisz, oczywiście są, ale w tej naszej północnej społeczności nie stanowią problemu – nie przyczyniają się do przeludnienia czy gettoizacji. Nie doświadczyliśmy nawet podobno typowego dla Szwedów dystansu wobec obcych. Tutaj miejscowi są wręcz spragnieni kontaktu z nowymi osobami. Nawiązywaniu relacji sprzyja też noc polarna, wskazywana przecież jako jeden z minusów życia na Północy. Tymczasem wtedy życie towarzyskie kwitnie – wszyscy są na zewnątrz, głównie uprawiając sporty zimowe. fot. / / Archiwum prywatne Konrad: Myśleliśmy, że kompletnie nie jesteśmy do tego stworzeni, bo w Poznaniu spędzaliśmy wieczory głównie przed telewizorem, a okazało się, że tutaj naprawdę chce się żyć aktywnie. Łatwiej znaleźć na to nie tylko ochotę, ale też czas. Bardzo szanuje się prawo pracownika do odpoczynku i życia prywatnego. Warunki sprzyjały temu, żeby Agnieszka odkryła nowe pasje. Agnieszka: Na razie jesteśmy w stanie ciągłego nienasycenia. Nowy miał być kraj, studia, język, a doszło do tego wiele innych, nieplanowanych aktywności. Konrad: Udało nam się złapać tu jakiś luz. Skellefteå to ten rodzaj miejsca, gdzie jeśli sama nie stwarzasz sobie problemów, nie będziesz ich miała. Nie mamy do czynienia z żadną ze spraw, które stresowały nas w Poznaniu. Pomaga fakt, że na Północy nie jest ważna reszta Europy i jej problemy, ważne są Szwecja, Norwegia, Dania, Finlandia. Agnieszka: Znaleźliśmy tu spokój od wszystkiego, co nas męczyło. Także od toksycznych relacji - fajnie było móc bezkarnie uciąć pewne kontakty. Mamy pracę, która pozwala zarobić na życie i wszystkie dodatkowe wydatki. Jest to do osiągnięcia bez względu na to, jakie zajmujesz stanowisko. Konrad: Oczywiście nie wiadomo, na ile będziemy mogli sobie pozwolić za jakiś czas - czy trzeba będzie wynajmować mieszkanie, czy może kupimy sobie dom. Ale na pewno nie będzie trzeba się zapożyczać, żeby przeżyć. Wyjeżdżaliśmy na zarośniętą drzewami północ Europy i spodziewaliśmy się, że nic więcej tutaj nie ma. Tymczasem jest w tym miejscu dla nas nadzieja. Brzmi jak deklaracja - mocna jak na dwudziestoparolatków. Agnieszka: Chcemy tu zostać. Na całe życie, jeśli się uda. Konrad: Jeśli nikt nas stąd nie wygoni, to sami nie planujemy wyjeżdżać. Jesteśmy tutaj bardzo szczęśliwi. Mamy takie trochę wakacje od życia. Problemy są, ale jakby zdystansowane. Wiadomo, że nie przeprowadziliśmy się do raju, ale wobec wszystkiego, co cię spotyka, masz więcej czasu na reakcję, nie czujesz się tymi problemami przytłoczona. fot. / / Archiwum prywatne Ty dyktujesz warunki życiu, a nie odwrotnie? Konrad: Tak jest. Chyba znalazłaś sens tego, co od początku starałem się przekazać. Tu żyjesz tak, jak chcesz, a nie tak, jak musisz. To nam wystarcza. A Polska? Napisałaś mi przed spotkaniem, że wasz stosunek do kraju „jest bardzo radykalny, nie chcecie wrócić, nawet odwiedzić.” Agnieszka: Na razie nie wybieramy się tam, nawet w odwiedziny. Być może w przyszłości, jeżeli będzie to konieczne. Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Wyślij e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: *Agnieszka jest absolwentką studiów magisterskich na bałkanistyce i zarządzaniu, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Konrad uzyskał licencjat z filologii polskiej na tej samej uczelni, na szwedzkim Luleå Tekniska Universitet realizuje studia magisterskie na kierunku technologia drewna. Obserwuj @malwcŹródło: W Szwecji wysokość składek na tutejszy ZUS nie wpływa na opłacalność działalności. Przy niskich obrotach i zarobkach przedsiębiorca nie płaci składek ani podatku. Nie spotkałam się z problemami ze strony urzędników a wręcz przeciwnie – są pomocni i rzeczowi – mówi Dominika Bonawenturczak. Wyemigrowała z Polski, by w Szwecji założyć własny biznes. Od kiedy mieszkasz w Szwecji i jak to się stało, że wyjechałaś z Polski? W Szwecji mieszkam od 4 lat. Wyjechałam z Polski w ciężkim momencie mojego życia, gdy okazało się, że praca na 1,5 etatu może daje trochę więcej pieniędzy, ale przychodzi moment, gdy nie ma się sił wstać z łóżka. Kierunek północ, bo… w Szwecji miałam się gdzie zatrzymać na początek To ważne na start. Myślę, że każdy emigrant wie, o czym mówię… Dlaczego zdecydowałaś się na założenie firmy w Szwecji zamiast pracy na etacie? Miałam to szczęście, że w Szwecji przeszłam przez wszystkie możliwe formy zatrudnienia – pracowałam na godziny, pracowałam w zastępstwie, pracowałam nawet na etacie. Zatrudnienie dostałam w dużym koncernie, w dziale marketingu. Wytrzymałam na etacie 2 lata. Może zostałabym na stałe i możliwe, że to kwestia firmy, ale brakowało mi poczucia odpowiedzialności. Męczyła mnie praca w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi od godziny do Odpowiedzialność, wolność i energię znalazłam w swojej firmie. Jak w Szwecji wygląda procedura rejestracji firmy? Nie jest to zbytnio skomplikowane. Jeżeli mamy już odpowiednik polskiego „peselu” i „nipu” razem wziętych – wypełnia się wniosek i wysyła go elektronicznie lub składamy w urzędzie. We wniosku trzeba wypełnić zaplanowany obrót i dochód, na podstawie tego urząd wylicza podatek. UWAGA! Chcesz opowiedzieć o swoim biznesie? Napisz na [email protected] Składając wniosek trzeba mieć więc określony budżet na pierwszy rok swojej działalności. Wszystko zależy jeszcze od formy prawnej działalności. Procedury różnią się w zależności czy jest to jednoosobowa działalność gospodarcza czy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Kwestie biurokratczyne są jednak maksymalnie uproszczone. Po złożeniu dokumentu czekasz na odpowiedź z urzędu skarbowego. Czasem trzeba dosłać dodatkowe dokumenty albo złożyć wyjaśnienia. Jak w ramach wyjaśnień musiałam odpowiedzieć na 14 pytań i załączyć biznesplan. Poza tym żadnych trudności. A co, w przypadku gdy się nie zrealizuje zadeklarowanego poziomu obrotów lub dochodów? W trakcie roku podatkowego można złożyć korektę wstępnego zadeklarowanego dochodu. Wówczas wysokość podatku też się zmienia. Ewentualnie podczas deklaracji rocznej można mieć zwrot nadpłaconego podatku. Co możesz powiedzieć o urzędnikach w Szwecji. Jaki mają stosunek do osób prowadzących biznes? Nie spotkałam się z problemami ze strony urzędników. A wręcz przeciwnie – są pomocni i rzeczowi. Dla tych, którzy myślą, że łatwiej jest zadzwonić niż iść do urzędu warto zauważyć, że w Szwecji są niesamowite kolejki do rozmów telefonicznych. Często słyszy się w słuchawce automatyczną sekretarkę informującą, że jest się 154. osobą w kolejce oczekujących a maksymalny czas oczekiwania to 40 minut. Dlatego jeżeli tylko mogłam zawsze wolałam udać się do urzędów osobiście. Duża oszczędność czasu 🙂 Jak się nazywa w Szwecji odpowiednik polskiego ZUS-u. W jakiej wysokości składki odprowadzasz? Osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą wpłaca odpowiednik składki społecznej do urzedu skarbowego. Odpowiednikiem ZUSu jest Försäkringskassan, a wielkości składek zależą od dochodów. Wysokość składek nie wpływa na opłacalność działalności. Przy niskich obrotach i zarobkach nie płaci się składek ani podatku. Jakie stawki podatku płaci osoba prowadząca jednoosobową działalność? Dla ułatwienia rachunków, powiedzmy, że w ciągu miesiąca na konto wpłynęło mi 50 000 koron. – VAT: 10 000 koron – Odliczam koszty: załóżmy 10 000 koron – Zostaje mi 30 000 koron i to jest kwota do opodatkowania. – Przy 30 000 koronach wysokość podatku wraz ze składkami socjalnymi to 40%: 12 000 koron. – Po opłaceniu kosztów oraz podatków z 50 000 koron zostaje mi 18 000. Na czym polega Twoja działalność? Moja firma, Idé Manufacture zajmuje się organizacją eventów i kampanii marketingowych. Z uwagi na doświadczenie i wcześniejsze wykształcenie z Polski (studia prawnicze) – pomagam też przy wprowadzaniu nowych firm i marek na rynek zarówno Polski i Szwecji Od rejestracji, poprzez finansowanie projektów aż po wspomniany marketing i kampanie. Czy jest coś specyficznego w klientach ze Szwecji? Może nie tyle w klientach, ile w Szwedach. Istnieje magiczne słowo-klucz na określenie całości usług/towarów. To słowo to „lagom”, znaczące „w sam raz”, „odpowiednio”, „ani za mało, ani za dużo”. Szwecja jest krajem przede wszystkim DLA LUDZI. Nie warto nastawiać się na rozmowy w godzinach (lunch). Lepiej nie umawiać się na piątki (większość kończy wcześniej, a ci, którzy są w pracy mają tzw „fika” – spotkania przy kawie, które w piątki trwają troche dłużej). No i trzeba pamiętać, że w lipcu nic nie można tutaj załatwić. W Szwecji lipiec to miesiąc urlopów. Czy biznes się dobrze kręci? Nie myślałaś o powrocie do Polski? Mam dużo kontaktów z Polską, ale firmę wolę prowadzić w Szwecji. Podoba mi się siatka przedsiębiorców, z którymi mam kontakt, wspólne dyskusje, instytucje doradców firmowych działających w gminach. Nie, narazie chyba dopieszczę moją firemkę tutaj. Później się zobaczy:-). Dziękuję za rozmowę Kraje skandynawskie są jednym z najpopularniejszych kierunków wyjazdów zarobkowych wśród naszych Rodaków. Polacy stanowią tam jedną z największych grup imigrantów! Ale jak naprawdę wygląda życie i praca w Skandynawii? Czy łatwo znaleźć tam pracę? Przeczytajcie! Praca w Skandynawii – Pierwsze formalności – Jak podjąć pracę w Skandynawii? Z definicji, do krajów skandynawskich należy Dania, Szwecja oraz Norwegia, czasami jednak za względu na podobieństwo klimatu, sytuacji gospodarczej czy historii, zalicza się również Islandię i Finlandię. Każdy z tych krajów należy do Unii Europejskiej, oprócz Islandii i Norwegii – te jednak są członkami wspólnego dla wszystkich Europejskiego Obszaru Gospodarczego. To sprawia, że granice są otwarte dla Polaków planujących pracę zarobkową w tych krajach – wystarczy jedynie dokument tożsamości – paszport lub dowód osobisty. Na terenie krajów północnych Polacy mogą przebywać i podejmować prace sezonowe bez żadnych dodatkowych dokumentów przez okres 3 miesięcy. Jeżeli planujecie jednak dłuższą czy nawet stałą pracę, należy sformalizować swój pobyt wyrabiając numery identyfikacyjne – odpowiedniki numeru PESEL. Pierwsze formalności w Danii Uzyskanie numeru CPR – należy udać się do Urzędu Administracji Państwowej, a następnie do Urzędu ds. Ewidencji Ludności gdzie uzyskamy numer karty podatkowej – wizyta w Urzędzie Podatkowym – SKATRejestracja pobytu w Statsforvaltning – Urzędzie Administracji PaństwowejUzyskanie ubezpieczenia zdrowotnego i rejestracja samochodu Więcej informacji znajdziecie w naszym Poradniku Pracy w Danii – Pierwsze formalności Pierwsze formalności w Szwecji W Szwecji należy w pierwszej kolejności uzyskać pozwolenie na pobyt w Urzędzie Administracyjnym. Drugim krokiem jest udanie się do Urzędu Podatkowego gdzie nadany zostanie Personnummer. Pierwsze formalności w Norwegii Planując dłuższy pobyt w Norwegii musimy udać się do Urzędu Podatkowego gdzie zostaniemy wpisani do rejestru ewidencji ludności oraz nadany zostanie nam numer identyfikacyjny: D-nummer przy planowanym pobycie krótszym niż 6 miesięcy, lub FØDSELSNUMMER przy długoterminowych planach. Więcej informacji znajdziecie w naszym Poradniku Pracy w Norwegii – Pierwsze formalności Pierwsze formalności na Islandii Na Islandii należy postarać się o numer identyfikacyjny Kennitala oraz zezwolenie na pobyt długoterminowy w Narodowym Rejestrze Islandii. Pierwsze formalności w Finlandii Chcąc pracować dłużej w Finlandii musimy postarać się o numer identyfikacyjny Henkilötunnus w fińskim Urzędzie Emigracyjnym. Warunki pracy w Skandynawii Warunki pracy w każdym kraju nordyckim są do siebie bardzo zbliżone – nie ma ogólnych stawek minimalnych, ani jednego Kodeksu Pracy. Wszystkie warunki zatrudnienia są ustalane przez układy zbiorowe skupione wokół związków zawodowych. Umowy są elastyczne – muszą jedynie zawierać wszystkie niezbędne informacje: wynagrodzenie, normę czasu pracy, stanowisko i zadania, zasady wypłacania nadgodzin, kwestie urlopów i czas trwania umowy. W Danii tygodniowa norma czasu pracy wynosi około 37 godzin. Przepisy jasno określają czas wolny pracownika – musi mieć zapewnione przynajmniej 11 godzin odpoczynku w ciągu dnia. Nadgodziny – 3 pierwsze godziny są płacone 50% więcej od podstawowej stawki, każda kolejna 100%. Urlop wynosi minimum 5 tygodni w roku. Pracodawca pobiera składki na świadczenia urlopowe – przed wakacjami możemy otrzymać dodatek do pensji lub otrzymać zwrot przy rozliczeniu podatkowym. W Szwecji pracuje się średnio 40 godzin w tygodniu. Rodzice wychowujący dzieci do 8 roku życia mają prawo mieć skrócony czas pracy o 25%. Zasady wypłacania nadgodzin są ustalane indywidualnie z pracodawcą. Urlopy w Szwecji wynoszą minimum 25 dni w roku, a pracownicy mogą liczyć na dodatek wakacyjny do pensji. Norwescy pracownicy pracują średnio 40 godzin tygodniowo. Wyjątek stanowią osoby pracujące w weekendy lub zmianowo – tygodniowy czas pracy wynosi w takich przypadkach maksymalnie 38 godzin. Każda nadgodzina musi być płatna dodatkowo minimum 40% więcej od podstawowej stawki. Urlop wynosi minimum 25 dni w roku, a pracodawca wypłaca dodatek wakacyjny. Na Islandii pracuje się około 40 godzin w tygodniu. Nadgodzin można wyrobić maksymalnie 8 tygodniowo i są one płatne 80% więcej. Dla pracowników wyjeżdżających na wakacje (minimum 24 dni w roku) przewidziany jest dodatek urlopowy. W Finlandii pracuje się różnie – od 37 do 40 godzin w tygodniu. Urlop musi trwać minimum 24 dni w roku i również jest wypłacany dodatek wakacyjny wynoszący 50% wynagrodzenia miesięcznego. Średnie zarobki w Krajach Skandynawskich Mimo braku jednej ogólnej stawki minimalnej, kraje skandynawskie słyną z jednych z najwyższych zarobków w Europie. Średnie wynagrodzenia brutto w poszczególnych krajach wynoszą około: Koszty życia w Skandynawii Koszty życia w krajach skandynawskich są wysokie. Jednak według opinii mieszkających tam Polaków – są one adekwatne do zarobków i mieszkańcy tych krajów cieszą się wysokim komfortem i jakością życia. Przybliżone miesięczne wydatki wynoszą: W jakiej branży szukać pracy? Najbardziej poszukiwani są specjaliści: spawacze, kierowcy (tirów, śmieciarek, autobusów), pracownicy budowlani, mechanicy, sprzątaczki, elektrycy, cieśla, zbrojarz, pracownicy produkcji. Oferty prac sezonowych również się pojawiają, np. malowanie domków lub pomoc w portach rybackich